Do you love me?

Tytuł dzisiejszego wpisu nawiązuje do jednej ze scen przepięknego musicalu „Skrzypek na dachu”, w której główny bohater pyta swoją żonę: Czy kochasz mnie? (Do you love me?). Połowica odpowiada mu coś w tym rodzaju: Mamy tyle problemów na głowie, a ty zadajesz głupie pytania. Tewje nie rezygnuje i nadal domaga się odpowiedzi, a żona za każdym razem go zbywa. Wreszcie zapytana przez niego kolejny raz, mówi:

Sama nie wiem…
Dwadzieścia pięć lat z nim żyję,
Kłócę się z nim, jadam z nim.
Dwadzieścia pięć lat on jest w moim łóżku…
Jak nie miłość, to co to jest?

W tym miesiącu obchodzimy dwie rocznice. We wrześniu poznaliśmy się,
a potem pięć lat później, również we wrześniu wzięliśmy ślub ♥ ♥ ♥
Po tylu latach bycia razem odpowiedź na  to pytanie nie jest tak prosta, jak na początku naszej wspólnej drogi. Wtedy ogromne „tak” wypełniało każdą część naszego jestestwa 😉 Dziś odpowiedź jest skomplikowana…

Tysiące problemów, codzienne zmęczenie, nerwy i  pośpiech skutecznie mogą przysłonić miłość, o której przecież nie rozmawia się codziennie. Mało tego, czasami pojawia się uczucie irytacji i rozdrażnienia, któremu bliżej do stwierdzenia „Mam już dosyć tego wszystkiego”, niż do wyznania „Kocham cię!”
Dlatego tak cenię te chwile, kiedy mamy czas, aby choć na krótko zatrzymać się w tym pędzie, wypić wspólnie herbatę, posłuchać audiobooka, spojrzeć sobie w oczy. Powinniśmy codziennie znaleźć taki moment na prawdziwe bycie razem, bo właśnie wtedy, przy tych zupełnie wydawałoby się prozaicznych czynnościach, czuję jak wypełnia mnie radość i szczęście.

A choroba? Jak wpłynęła na nasze relacje? Często myślę o niej, jako o „tej trzeciej” w naszym małżeństwie. Zazdrosnej o naszą miłość i szczęście, z roku na rok odbierającej „normalność” naszego związku. Postawiona przez życie w roli pielęgniarki i opiekunki mojego męża, nie zawsze jest mi łatwo być żoną. Z drugiej strony staram się dostrzegać Pawła nie tylko jako chorego i niepełnosprawnego człowieka, ale jako mężczyznę, którego wybrałam dwadzieścia sześć lat temu na mojego męża i na nowo wybieram każdego dnia.

Można myśleć, że choroba wpłynęła niszcząco na nasze życie i małżeństwo. Ale można również spojrzeć na to z innej strony. Jeśli do tej pory te wszystkie troski i problemy z nią związane nie zabiły naszej miłości, to znaczy, że ją wzmocniły.

 

 

Reklamy

Śmiechem w chorobę!

Śmiech jest lekarstwem, które każdy może sobie przepisać.
Reinhold Boller

Obecnie terapia śmiechem jest coraz częściej doceniana przez lekarzy jako metoda wspomagająca proces leczenia w różnych chorobach.  Jednym z ojców śmiechoterapii był Norman Cousins, amerykański dziennikarz, u którego zdiagnozowano  zapalenie stawów kręgosłupa, bardzo bolesną chorobę zwyrodnieniową. Lekarze dawali mu  niewielkie szanse przeżycia, określając je na 1:500. Cousins wymyślił dla siebie terapię, polegającą między innymi na oglądaniu komedii i  czytaniu wesołych książek. Po jakimś czasie bóle zmniejszyły się, a stan zdrowia zaczął się poprawiać. Po dwóch latach Cousins wrócił do pracy na pełen etat. Jego historia zaskoczyła środowisko naukowe i  rozpoczęto szereg badań dotyczących wpływu śmiechu na ludzki organizm.

Z kolei za prekursora stosowania humoru w służbie zdrowia uważany jest dr Hunter Campbell Adams, zwany również Patchem Adamsem.  Kiedy pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, z przyczepionym nosem clowna zaczął rozśmieszać małych pacjentów, środowisko medyczne było zbulwersowane. Dziś ten światowej sławy lekarz i społecznik  jest zapraszany do wielu ośrodków na całym świecie, gdzie wygłasza wykłady dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem. Jest patronem znanego obecnie wszystkim ruchu lekarzy-klaunów, niosącym chorym dzieciom uśmiech i radość.

Badania potwierdzają lecznicze działanie śmiechu w wielu chorobach. U pacjentów z depresją zmniejsza nasilenie objawów choroby. U chorych na schizofrenię śmiech poprawia nastrój i działa przeciwlękowo.  Osoby, które często się śmieją, rzadziej chorują na chorobę niedokrwienną serca oraz zaburzenia rytmu. Badania wykazały również pozytywne skutki śmiechu u chorych na cukrzycę, reumatoidalne zapalenie stawów, atopowe zapalenie skóry.

Terapia śmiechem jest także metodą wspomagającą proces leczenia w chorobach nowotworowych. Na świecie są prowadzone sesje terapeutyczne dla pacjentów chorych na raka. W Polsce prowadzi je w Centrum Onkologii w Warszawie pan Aleksander Łamek, autor książki „Terapia śmiechem”.

W każdej chorobie potrzebne jest pozytywne myślenie, gdyż dodaje ono siły i nie pozwala się poddać. Poczucie humoru i śmiech czasami stają się jedynym orężem w tej trudnej i częstokroć niekończącej się walce. Z naszego doświadczenia wiem, że pomagają nabrać dystansu do wielu problemów, które wydają się przytłaczać i być nie do pokonania. Pośmianie się z tej głupiej choroby choć na chwilę przynosi ulgę  i pomaga oderwać się od kłopotów 🙂

O takim podejściu do choroby opowiada film „4.piętro” w reżyserii Antonia Mercero. I choć jego akcja rozgrywa się na oddziale onkologicznym, to wymowa filmu jest optymistyczna. Film bardzo nam się podobał, polecamy!  (Opis i recenzja filmu).

Na koniec dawka śmiechu: garść dowcipów na temat chorowania i służby zdrowia.

Rozmawiają dwaj lekarze:
– Mam pacjenta, który według wszystkich objawów powinien umrzeć piętnaście lat temu, a on wciąż żyje
– Bywa i tak. To tylko dowodzi faktu, że medycyna jest bezsilna, jeśli pacjent chce naprawdę żyć.

Przychodzi kucharz do lekarza i mówi:
– Panie doktorze, ostatnio zauważyłem, że nie słyszę na jedno ucho.
– A na drugie?
– Kotlet schabowy, frytki i surówka z kapusty.

Na sali operacyjnej odzywa się pielęgniarka:
– Proszę się nie bać, to całkiem prosta operacja.
– Wiem – odpowiada pacjent.
– Ale ja nie mówiłam do pana, tylko do doktora.

– Panie doktorze, to lekarstwo, które mi pan wypisał, to na co jest?
– Na Bahamy. Jeszcze tylko 48 recept…

Lekarz mówi do chorego podczas obchodu:
– Dziś kaszle pan o wiele lepiej niż wczoraj.
– Nic dziwnego, panie doktorze, przez całą noc ćwiczyłem.

Lekarz zwraca się do pielęgniarki:
– Siostro, jak się czuje pacjent spod siódemki?
– Dziś po raz pierwszy przemówił.
– I co powiedział?
– Że mu gorzej.

Wybrane fragmenty z dokumentacji medycznej

„Żadnych oznak gorączki lub dreszczy u pacjentki nie zaobserwowano, chociaż jej mąż twierdzi, że ostatniej nocy była w łóżku niezwykle gorąca.”

„Pacjent ma żonę, dwie córki i bezpośrednią przepuklinę pachwinową.”

„Pacjent został wypisany ze szpitala ze znaczną poprawą stanu zdrowia, z wyjątkiem tych bólów, które miał przy przyjęciu.”

„Na drugi dzień kolano wyglądało lepiej, a na trzeci zniknęło całkowicie”

„Puls z dobrym wypełnieniem, rytmiczny, dwa, trzy razy na dobę.”

„Pacjent w wieku pięciu tygodni, krzyczy, żadnych skarg.”

∗Korzystałam z następujących źródeł:
http://medicus.lublin.pl/2011/06/post-698/
http://www.top-ebooki.pl/dlaciebie/Terapia_smiechem.pdf
Dowcipy cytuję za tygodnikiem „Angora”