Byłam przerażona

Stwardnienie rozsiane. Wtedy, w kwietniu 1993 roku, po raz pierwszy usłyszeliśmy pełną nazwę tej choroby, co w dalszym ciągu niczego nam nie wyjaśniało. Źródła informacji, z których można było zaczerpnąć choćby łyk oświecającej wiedzy były bardziej niż skąpe.
Wówczas przypomniałam sobie artykuł w czasopiśmie „Jestem”. Była to gazeta zajmująca się szeroko pojętą tematyką zdrowia i  jak głosił jej podtytuł: „miesięcznik  PCK dla starszej młodzieży” skierowana była głównie do młodego odbiorcy. W czasopiśmie drukowano wiele mądrych artykułów i było to wówczas chyba jedyne tego typu  wydawnictwo na polskim rynku. W którymś z poprzednich numerów znalazłam tekst na temat tej choroby. Wcześniej ominęłam go oczywiście, gdyż ilustrowany był zdjęciem osób na wózkach. Teraz przeczytałam  dokładnie i  przeraziłam się. W artykule napisano, że jest to ciężka choroba układu nerwowego, która prowadzi do niepełnosprawności, a osoby na nią cierpiące czeka wózek inwalidzki. Nie pamiętam, czy pokazałam wtedy Pawłowi te informacje. Byłam w siódmym miesiącu ciąży i do dziś czuję tamten strach, który mnie  ogarnął. Pamiętam gwałtowną i pełną napięcia reakcję dziecka…
Pomyślałam, że nie mogę ulec panice, muszę się teraz uspokoić i skupić  na maleństwie.
I wtedy usunęłam tę chorobę ze swojej świadomości.  Podobnie uczynił Paweł. Kiedy po zastrzykach poprawiło mu się samopoczucie, przestał o niej myśleć.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Byłam przerażona

  1. K

    Mnie w SM irytuje, jak pisałem mój ojciec choruje, to że jest tak cholernie wiele wariantów choroby, że w każdym przypadku przebiega ona inaczej! Co do zasady, podstawowych mechanizmów i objawów owszem, podobnie, ale pojawia się tyle dodatkowych modyfikacji przebiegu choroby, że nie można przewidzieć co będzie.

    Mój ojciec miał zdiagnozowane SM dość późno, w wieku ok. 45 lat i jego choroba ma swój rytm okresów złych i mniej złych. Okresów lepszych nie ma, są mniej złe.

  2. Boreas

    Szanowni Państwo,

    bardzo szczerze współczuję, i równie szczerze podziwiam oboje Państwa za hart ducha. Nie znam Państwa, a jednak jestem pewien że ucieszyłbym się jak szaleniec na wieść, że ta choroba zniknęła z waszego życia. Będę gorąco trzymał za to kciuki… Jestem pewien, że niemal wszystko jest możliwe. A coś takiego musi być.

    Pozdrawiam!

    B.

  3. Łukasz

    Drodzy Państwo,
    Jestem z zawodu fizjoterapeutą i miałem okazję rehabilitować pacjentów z SM. Spotykałem się z chorobą również podczas moich praktyk. Jedno z zaleceń jest takie aby ćwiczenia nie były intensywne, ponieważ mogą prowokować rzut. Otóż poznałem już 2 osoby, które mają stwierdzone SM a codziennie, bardzo intensywnie ćwiczą. Kolega w moim wieku uczynił siłownię stylem życia, ale nie widać po nim ani trochę choroby. Mówi, że czuje jak walczy z chorobą poprzez ćwiczenia, że ona siedzi mu również w głowie(psychice) i dzięki treningom rzuca jej wyzwanie. Jeżeli Pan Paweł jest nastawiony na walkę to proponuję spróbować. Z Bogiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s