Palcem po mapce

Lubimy dostawać pocztówki – mapki. Oprócz zaznaczonych nazw miejscowości często znajdują się na nich symboliczne obrazki, które informują o charakterystycznych dla danego miejsca zabytkach, różnych obiektach,  tradycjach i zwyczajach. Wodząc palcem po kolorowej mapce, możemy czuć się jak turyści planujący swą dalszą podróż. Oto kilka pocztówek tego typu:

To pierwsza pocztówka w formie mapki, którą dostaliśmy. Christina napisała, że mieszka razem ze swoim chłopakiem w miejscowości  Mönchengladbach położonej pomiędzy Düsseldorfem, Kolonią (Köln)  i Akwizgranem (Aachen), a jej rodzina w oddalonym o 250 km mieście niedaleko Frankfurtu.

Postcrosserka  Anika, która napisała do nas pocztówkę, pochodzi z miasta Graz, położonego w południowo-wchodniej Austrii. Nie wiedziałam, że jest to drugie po Wiedniu miasto pod względem wielkości i znaczenia. Na dole pocztówki umieszczone są herby dziewięciu krajów związkowych, które wchodzą w skład Austrii. Graz jest stolicą Styrii (Steiermark).

Rogaland to jeden z 19 okręgów, na które podzielona jest Norwegia. Nasza korespondentka Heidi  pochodzi z miasta Sandnes położonego w Rogaland  w południowo – zachodniej części kraju. W okolicy piękne krajobrazy: piaszczyste plaże, klify i oczywiście fiordy.

Na koniec dwie mapki z USA:

Alabama leży w południowo – wschodniej części kraju nad Zatoką Meksykańską. Jej stolicą jest Montgomery, a największym miastem Birmingham. To właśnie stąd pochodzi Ross, od którego otrzymaliśmy tę kartkę. Miasto jest ważnym ośrodkiem przemysłowym (głównie przemysł metalurgiczny i hutniczy) oraz naukowo – kulturalnym. Na mapce oprócz obrazków przy poszczególnych miastach, znajduje się również flaga Alabamy oraz symbole stanu: trznadel i  kamelia.

Mapka Oklahomy z zaznaczoną trasą słynnej Route 66. Droga 66 została otwarta w roku 1926 i przebiegała przez osiem stanów: od Illinois do Kalifornii. Jej długość wynosiła 2448 mil (3939 km). Zamknięta w 1985 r. obecnie stanowi atrakcję turystyczną. Nie wszystkie jej odcinki są przejezdne. Przez Oklahomę przebiega jeden z najdłuższych – 400 mil.

Rencista. Szkoda, że nie rentier!

Dziś otrzymaliśmy pismo z ZUS-u z decyzją o przyznaniu renty dla Pawła. Po dwudziestu pięciu latach chorowania i dwudziestu dwóch czynnej pracy zawodowej mój mąż został rencistą. Wiadomość ta nie wpłynęła na niego dobrze. Ja uważam, że przecież formalnie nic się nie zmieniło. Już od jakiegoś czasu nie pracował, więc czy ten papier ma jakieś znaczenie?

Zaraz po studiach Paweł rozpoczął pracę jako nauczyciel matematyki w szkole średniej. Na początku wyglądał tak młodo, że panie woźne kilka razy wzięły go za ucznia i kazały zmieniać obuwie. 🙂
Praca w szkole sprawiała mu przyjemność, lubił kontakt z młodzieżą, która również odpłacała mu sympatią, choć nie koniecznie lubiła się uczyć matematyki. 🙂 Podczas  pierwszych lat pracy choroba tylko nieznacznie dawała o sobie znać. Paweł miał problemy z chodzeniem po schodach, szczególnie podczas przerw, kiedy musiał lawirować w tłumie rozbieganych uczniów. Starał się zawsze iść po stronie poręczy, aby w razie potrzeby móc się przytrzymać.

Politechnika była jego drugim i ostatnim miejscem pracy. Od samego początku zetknął się tutaj z ogromną życzliwością zarówno ze strony przełożonych, jak i kolegów oraz innych pracowników. Postęp choroby był już bardziej widoczny; przy chodzeniu posługiwał się  laską, potem poruszał się o kulach, wreszcie zaczął używać balkonika. Zawsze, kiedy pojawiały się jakiekolwiek trudności, mógł liczyć na pomoc, czy to w doborze odpowiednio dostosowanych sal, czy dopasowaniu planu zajęć do jego możliwości (po południu Paweł miał mniej siły, dlatego wolał zajęcia rano), czy w innych sytuacjach. Przez ostatnich kilka lat pracy Paweł poruszał się na wózku i prowadził zajęcia  tylko w budynkach w pełni dostosowanych.

Ostatnie lata pracy Pawła wymagały od nas obojga sporego wysiłku oraz dobrej organizacji. Mąż nie prowadził już samochodu, więc ja zawoziłam go rano na uczelnię. Kiedy skończył zajęcia, jechałam po niego i przywoziłam do domu, gdzie sama musiałam szybko przygotować się do wyjścia do pracy. Przez dwa lata korzystaliśmy z taksówek dla osób niepełnosprawnych, które przywoziły Pawła do domu.

Przez wiele lat praca była dla Pawła czynnikiem motywującym do walki z chorobą. Niestety w pewnym momencie  wszystkie te trudności  przerosły nas. Paweł na każdym kroku potrzebował pomocy innych. Nie mógł się sam ubrać, nie mógł się poruszać.  Miał coraz mniej sił aby prowadzić zajęcia, przygotowywać się do nich, sprawdzać prace studentów. W końcu uznaliśmy, że nie ma sensu dłużej się tak męczyć. Nadszedł czas zakończenia pracy.

Przyznaję mojemu mężowi medal za ogromną wytrwałość i  hart ducha. 😀 Pracował tak długo jak mógł. Na dłużej nie starczyło już sił.

 

 

 

 

 

Jeszcze raz o czytających głosach

Nawiązując do mojego poprzedniego wpisu na temat audiobooków i lubianych przeze mnie lektorów, chciałabym jeszcze wspomnieć o książkach, które czytają ich autorzy. Zdarzyło mi się wysłuchać kilku takich audiobooków i trzy z nich szczególnie mogę polecić.

Pierwszą książką jest  Radiota, czyli skąd się biorą Niedźwiedzie.
Marka Niedźwieckiego nikomu nie trzeba przedstawiać. Swoim cudownym, radiowym głosem snuje opowieść o chłopaku z Szadku, jakim był przed laty, zanim trafił do radia. Opowiada o swoich marzeniach i pasjach a przede wszystkim o swojej pracy. Jest to bardzo szczera opowieść, której wspaniale się słucha, szczególnie gdy jest się fanem Niedźwiedzia. Oboje z Pawłem wychowaliśmy się na radiowej Trójce, a Listy Przebojów  słuchaliśmy niemal od jej powstania, dlatego poznanie tej książki w formie audiobooka było dla nas wielką przyjemnością.

Tak sobie myślę… to dziennik Jerzego Stuhra pisany na przełomie 2011 i 2012 roku, kiedy znany aktor walczył z chorobą nowotworową. Pan Stuhr dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami na temat naszej rzeczywistości. Opowiada o swojej młodości, o rodzinie, opisuje doświadczenia związane z chorobą i leczeniem. Jest to bardzo osobisty pamiętnik, dlatego  spokojny głos autora stwarza tu dodatkowy nastrój intymności.

Na koniec przedstawię bardzo odprężającą i relaksującą lekturę, przy której dobrze się bawiłam. Pisz pan książkę to napisana lekkim, pełnym dowcipu stylem autobiografia Zbigniewa Buczkowskiego. Autor opowiada w niej o swojej rodzinie, drodze do aktorstwa i ważniejszych rolach filmowych. Specyficzna dykcja i akcent chłopaka z warszawskiego Mokotowa początkowo mogą przysłonić odbiór treści, ale szybko przestaje to przeszkadzać i staje się jednym z kolorytów tej książki w wersji audio. Aktor sypie anegdotami, wspominając sceny kręcenia filmów, swoich kolegów z planu, znanych reżyserów.  Wszystko to opowiedziane jest z niezwykłą swadą i humorem. Słuchając książki czytanej przez pana Buczkowskiego, miałam wrażenie, jakbym spotkała się z nim osobiście.

Uważam, że w przypadku tych trzech książek  głos autora jest atutem, który znacząco zwiększa atrakcyjność ich odbioru.

Niespodzianka w pierwszy dzień wiosny!

Oboje z mężem jesteśmy zaskoczeni tak niesamowicie ogromną liczbą wejść na naszego bloga, jak również dużą ilością opinii i komentarzy. Wywołały one nie tylko uśmiech na naszych twarzach, ale także łzy wzruszenia. Dziękujemy za wszystkie wypowiedzi i wiele życzliwych słów.  Czuję się zmotywowana do dalszego pisania, choć teraz,  zanim kliknę napis „opublikuj” odczuwam większą tremę 😉  W miarę możliwości postaramy się odpowiedzieć na Państwa komentarze.

Na razie życzymy Wam wszystkiego dobrego i wspaniałego wiosennego nastroju 🙂

Moje ulubione głosy

Przy słuchaniu audiobooka, podobnie jak przy czytaniu książki, najważniejsze są dla mnie  przede wszystkim  treść i tematyka. Niemniej jednak na odbiór książki w wersji słuchanej wpływa coś, co nie ma znaczenia podczas samodzielnego czytania. To oczywiście głos lektora.
Niektóre książki w wersji audio są przeczytane dobrze, inne słabo lub nijako. Niektóre wprost rewelacyjnie!

Oto najlepiej (moim zdaniem) przeczytane audiobooki, czyli złota trójka:

Służące– Kathryn Stocket
Trzem głównym bohaterkom powieści, głosu użyczyły: Anna Seniuk, Karolina Gruszka i Anna Guzik. Trudno powiedzieć, która z nich zrobiła to lepiej. Ja nie potrafię wybrać. Uzupełniają się wzajemnie, tworząc mistrzowskie trio!

Dolores Claiborne – Stephen King
Wspaniała interpretacja  Teresy Budzisz – Krzyżanowskiej dodała powieści niesamowitej dramaturgii. Jej głos doskonale wypełnia psychologiczny portret bohaterki stworzony przez autora.

Millennium czyli trylogia Stiega Larssona
Głęboki i wyrazisty głos Krzysztofa Gosztyły zrobił na mnie ogromne wrażenie. To była wielka przyjemność móc słuchać go prawie przez 74 godziny.

Moje ulubione głosy lektorów:

Anna Dereszowska – w jej interpretacji słuchałam świetnie przeczytane Igrzyska śmierci i pozostałe części trylogii Suzanne Collins oraz Cukiernia pod Amorem Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Książki Guillaume Musso – Jutro i  Uratuj  mnie nie zachwyciły mnie, ale zyskały dzięki głosowi pani Anny. Podobała mi się też  Zemsta ubiera się u Prady Lauren Weisberger.

Z przyjemnością słucham głosów dwóch Marii: Marii Seweryn i Marii Peszek.W interpretacji Marii Seweryn słuchałam: I góry odpowiedziały  echem  Khaleda Hoseiniego, Ostatnia noc w Chateau Marmont Lauren Weisberger, Gorzka czekolada  Lesley Lokko.
Przeczytane przez Marię Peszek – Wyznania Gejszy Arthura Goldena, Tysiąc wspaniałych słońc Khaleda Hosseiniego, Matka ryżu Rani Manicka.

Elżbieta Kijowska – pięknie czyta Zielony Konstanty Kiry Gałczyńskiej, Rosyjski kochanek Marii Nurowskiej, Księga Małgorzaty Judith Merkle Riley, Świadectwo prawdy Jodi Picoult.

Lubię też słuchać audiobooki czytane przez Joannę Jeżewską i  Ewę Abart.

Czytanie uszami ;)

Mam na myśli oczywiście audiobooki, których regularnie słucham od ponad czterech lat. Niektórzy uważają, że książki wysłuchanej nie można uważać za przeczytaną. Fakt,  że jest to inny sposób recepcji wymagający innego rodzaju koncentracji, niemniej jednak poznaję dzieło literackie w całości. Oczywiście dla prawdziwego bibliofila kontakt z tradycyjną książką jest niezastąpiony, dlatego czytam uszami wtedy, gdy nie mogę czytać oczami.

Lubię czytać na głos i lubię słuchać głośnego czytania. Pierwszą książkę, którą w ten sposób przeczytaliśmy razem z Pawłem były „Opowieści starego Kairu” Nadżiba Mahfuza. To było jeszcze przed chorobą, dlatego mogliśmy być na zmianę lektorami. Potem czytywaliśmy oczywiście dzieciom. W czasie wakacji urządzaliśmy rodzinne czytanie, wybierając wspólną lekturę do głośnego czytania.

Kiedyś wyjeżdżając na wakacje, pożyczyłam z biblioteki dla osób niewidzących i niedowidzących, zestaw kilkunastu kaset magnetofonowych z książką Remarque’a „Łuk triumfalny”. Audiobooki na płytach CD jeszcze wtedy nie były w powszechnym użyciu (właściwie to nie wiem, kiedy się pojawiły), a głos lektora oprócz powieści czytał komunikaty informujące o numerze taśmy i ścieżki (np.: „taśma dziesiąta, ścieżka pierwsza”).

Obecnie audiobooków słuchamy codziennie. Dla Pawła, który ma problemy ze wzrokiem, jest to niezastąpiony sposób spędzania czasu.
Ja słucham podczas prac kuchennych, łącząc przyjemne z koniecznym 🙂 oraz kiedy idę na spacer z psem. Mamy też zawsze jednego audiobooka do wspólnego słuchania. Najczęściej słuchamy go podczas drugiego śniadania.

Niekiedy czytam Pawłowi na głos jakąś książkę, ale ponieważ na co dzień nie mam za dużo czasu, zwykle odkładamy tę przyjemność na wakacje.

Podsumowując: audiobooki to bardzo dobry wynalazek!

Moje ulubione zagadki matematyczne

Przez cały okres mojej pracy zawodowej uczyłem matematyki: najpierw uczniów w szkole średniej, potem studentów PK. Często, aby urozmaicić zajęcia a także, aby zachęcić moich słuchaczy do bliższego kontaktu z tą fascynującą nauką, cytowałem ciekawe zadania i zagadki z rozmaitych książek, których pokaźny zbiór posiadam.

Oto niektóre z moich ulubionych i najczęściej przeze mnie przytaczanych (także przy okazji spotkań towarzyskich):

Kapelusze – zadanie logiczne z książki „Lilavati” Szczepana Jeleńskiego:
W pudle znajdują się kapelusze: 2 białe i 3 czarne. Trzy z tych kapeluszy włożono na głowy trzech panów A, B i C, którzy byli ustawieni „gęsiego” w ten sposób, że pan A widział przed sobą panów B i C, pan B widział tylko pana C, a pan C nie widział ani pana A, ani pana B. Żaden z nich nie widział swego kapelusza, nie odwracał się ani nie widział dwóch kapeluszy, które zostały w pudle. Zapytano pana A, jaki ma kapelusz; odpowiedział, że nie wie. Zapytano pana B; odpowiedział, że również nie wie. Wtedy pan C oświadczył: „Wobec tych odpowiedzi panów A i B już wiem, jaki mam na głowie kapelusz” – i podał uzasadnienie.

Przyjaciele Kasi – zadanie z książki „Matematyczny piknik” Briana Bolta:
Mama Kasi kupiła w sklepie owoce, które jej córka i jej przyjaciele mają zabrać na wycieczkę. Kupiła jabłka po 4 grosze za sztukę i pomarańcze po 7 groszy za sztukę. Zapłaciła 2,99 zł. Kasia i każdy z jej przyjaciół dostali po takiej samej porcji owoców. Ile osób wybrało się z Kasią na wycieczkę i po ile jabłek oraz pomarańczy wypadło na każdego uczestnika?

Króliki i kury  – stare zadanie, jedną z jego wersji znalazłem w książce „Zagadki logiczne” Wiesławy Suchockiej:
Gospodarz hoduje króliki i kury. W sumie ma 35 głów i 94 nogi inwentarza. Ile jest kur, a ile królików?

Otwór w kuli – zadanie z książki „Moje najlepsze zagadki matematyczne i logiczne” Martina Gardnera:
W kuli wywiercono na wylot otwór w kształcie walca o wysokości 6 cm, przechodzący przez środek kuli. Jaka jest objętość pozostałej części kuli?

Figa z  makiem – to zadanie pojawiło się przed laty w teleturnieju „Czy jesteś mądrzejszy od piątoklasisty?”:
Figa z makiem kosztuje 1,20 zł. Figa jest o złotówkę droższa od maku. Ile kosztuje mak?